Julia Oleś - 7 lat przypału - fragment trzeci

FRAGMENT 3:

Bo wiecie: kiedy taki, dajmy na to, Karol wchodzi do klubu z mocnym postanowieniem spożycia butelki chrzczonej wódki na pół ze swoim współlokatorem z akademika, a także wyrwania dowolnie wybranej Halinki i wrócenie z nią do wspomnianego lokum, przygotowanie do tej nocy cudów musi zacząć już dwie godziny wcześniej, jeszcze w zaciszu dzielonej z pięcioma kolegami łazienki. Zaczyna od prysznica i starannego golenia – niby kąpał się przedwczoraj i normalnie by mu się nie chciało, ale traktuje to jak inwestycję. Spryskuje strategiczne miejsca na ciele Axem i dwukrotnie myje zęby, licząc, że pozbędzie się kuszącego aromatu przetrawionego sosu z kebaba. Ponosi klęskę. Postanawia zapijać dziś wódkę sokiem grejpfrutowym, stawiając na maskujące właściwości cytrusów. Następnie staje przed lustrem i ćwiczy wymowę swojego niezawodnego „no czeeeść” na sześć różnych sposobów: z uniesioną brwią, z uśmiechem króla pornoli, nonszalancko, z gładzeniem się po klacie, entuzjazmem sześciolatka w Legolandzie i udawanym ziewnięciem. Wybiera nonszalancję. Jeszcze nie wie, że i tak wyjdzie mu z tego król pornoli. Wraca do pokoju, gdzie wybiera z szafy swoją najlepszą koszulę w kratę i prasuje ją tak długo, aż uzyska pewność, że dyskretny błysk zmiażdżonych włókien bawełny zgra się z rytmicznym tańcem stroboskopu. Zakłada czyste majtki i skarpetki, a także najmniej brudne dżinsy. Zastanawia się przez chwilę nad wyborem obuwia, ostatecznie jednak wygrywają niezawodne najacze, które jednocześnie krzyczą „ogarniam trendy” oraz „wcale mi nie zależy”. Przy pomocy lakieru do włosów, pasty do butów, suszarki i grzebienia z gałązki winogron układa sobie na głowie skomplikowaną kompozycję pod tytułem „właśnie wstałem z łóżka”. Na koniec instaluje sobie na nadgarstku zegarek wystarczająco duży, żeby rzucał się w oczy, ale na tyle dyskretny, żeby nie dostać za niego w mordę na przystanku od jakiegoś Robina Hooda w dresie.

W tym samym czasie Carlos z Toledo budzi się w nie swoim pokoju i zadowoleniem stwierdza, że jest nadal pijany, więc zaoszczędzi dziś w klubie na tequili.

Karol wjeżdża do klubu, pachnąc mydłem, dezodorantem, pewnością siebie i autobusem. Zrzuca się z kolegą na flachę i sok. Prosi o dużą ilość lodu do metalowego kubełka, bo wie, że to wygląda dobrze i odpowiednio ustawi jego pozycję na tym melanżu. Stawia swój zestaw na stoliku i namierza. Nagle jest ona: Halinka idealna. Jej stylówka, ciało owinięte wokół rury i towarzystwo dwóch koleżanek (jednej nie zostawiłaby samej, ale dwie już się sobą zajmą) nie pozostawiają złudzeń – dziewczyna rozważa dziś nocleg poza domem. Karol patrzy na nią intensywnie tak długo, aż ona zauważa jego. Zaczaja się na nią przy toaletach, gdzie atakuje ją swoim chwytliwym powitaniem i już po chwili wie, że Halinka studiuje pedagogikę, ma młodszego brata, lubi pilates, pizzę z ananasem i wiosenne deszcze. Idą tańczyć. Na początku zachowawczo, z piętnastocentymetrowym odstępem, ale dwa Pitbulle później ona ma ręce na jego klacie, a on na klinie jej rajstop. Nagle Halinka mówi, że musi iść do toalety i po wodę. Karol mówi, że poczeka.

Do klubu wchodzi Carlos. Widzi ładną blondynkę przy barze. Podchodzi do niej i mówi „haj, ajm Erasmus, ju weri bjutiful ajs”.

Cztery godziny później, Karol patrzy, jak zarumieniona Halinka, z wyrazem bezbrzeżnego szczęścia na twarzy, opuszcza lokal w towarzystwie śniadego typa, którego trampki chyba kiedyś były białe. Spogląda na współlokatora przysypiającego mu na ramieniu i zastanawia się, gdzie popełnił błąd.

Moje pytanie brzmi: HALINKO, WHY?



← wróć do strony głównej


do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoplo.pl